Miała zaplanowany cały dzień. Może nie co do minuty. Ale miała wizję tego dnia. Wspólne zakupy, wspólne bycie, przejażdżka rodzinna. Już rano mieli opóźnienie, bo ich Synek spał i spał.
Kiedy się chce był spał, On akurat potrzebuje aktywności, a teraz… – mieliła w głowie myśli.
Wyjechali później. To nic.
Przy pierwszym postoju zauważyła, że coś jest nie tak. Wszędzie były tłumy. Ogromny ruch na drodze, tłok na parkingu, kolejki w sklepie.
Zaczęli się wahać czy jechać dalej. Czy wszędzie nie będzie tak samo? Za dużo Ludzi, za dużo bodźców, stres i natłok.
Postanowili jednak trzymać się planu.
Ona trzymała się też dobrych myśli, których tak wyjątkowo dziś potrzebowała.
Lepiej być w drodze, niż rozsiąść się w swoim marudzeniu – podnosiła się na duchu.
Spoglądała przez okno na drogę, która zmieniała się równie szybko, co jej smętne myśli.
Kiedy byli już blisko drugiego sklepu, zobaczyli, że trudno będzie dostać się na sam parking. Wyglądało na to, że wielu Ludzi miało podobny pomysł do nich.
W ostatniej chwili zdecydowali, że odpuszczają. Odpuszczają plan. Odpuszczają zakupy.
Odrobinę zwiedzeni ruszyli w stronę domu.
Zawiedzeni? Bo jedziemy do domu? Przecież to sama radość mieć dokąd wracać. Mieć dom. Mieć swoje miejsce – skarciła się w myślach.
W drodze obudziła się w nich spontaniczność. Oraz głód. Zatrzymali się więc na spontanicznym obiedzie w miejscu, które mijali wieeele razy i nigdy nie było czasu, by do niego zajrzeć.
Jedzenie okazało się bardzo smaczne. Miejsce bardzo przyjemne. A plan tak nieznaczący w kontekście wspólnie spędzonego czasu. Jakkolwiek spędzonego. Ale wspólnie.
Wszystko jest po coś… nawet niezrealizowane plany – uśmiechnęła się do siebie.
I zobaczyła, że takie jest po prostu Życie. Pełne planów, pomysłów i wizji. Takich, do których dążymy, zmierzamy, ale czasem przyjdzie nam zmienić drogę. Lub cel.