Bezceremonialnie i bezwstydnie cieszyła się grudniem. Rozwieszała w domu lampki, zupełnie nie czekając na choinkę. Cieszyła się śniegiem, który lukrował okolicę. Nawet kiedy brnęła w nim pchając dziecięcy wózek podczas codziennych spacerów. Nawet kiedy zamieniał się w błoto, bo to oznaczało zbliżającą się Wiosnę.
Grudzień miał w sobie Święta i oczekiwanie na Święta. Miał smak pierniczków, ale także podsumowań, końców i ekscytacji nowym. Nowym Rokiem.
Ale dla niej każdy miesiąc miał w sobie to Coś.
Grudzień miał w sobie prezenty, niespodzianki oraz obraz tego, jak mają się jej relacje z Najbliższymi. Bo kiedy jesteś z kimś blisko, w kontakcie, wiesz co mu podarować. Wiesz czego mu życzyć. W bliskiej relacji nie masz potrzeby ukrywać niewiedzy za gotowym zestawem kosmetyków z Sieciówki.
Prezenty mówią więcej niż Ci się wydaje.
W grudniu był czas na świąteczną pościel w śnieżynkowe wzory. Był czas by tą pościelą się nacieszyć. Był Czas.
Kiedyś kupowanie świątecznej pościeli, ściereczek do kuchni, serwetek uznawała za stratę czasu i pieniędzy. Teraz cieszyła się tymi chwilami innymi niż reszta roku. Teraz uwielbiała podkreślać sezonowość.
Bo dla niej każdy sezon miał w sobie Coś.
Coś do celebrowania.
Coś do kochania.
Grudzień to czas gorący, mimo zimowej pory roku – myślała sobie.
Jednak inaczej gorący niż czerwiec i inaczej zimowy niż styczeń – uśmiechnęła się do swoich myśli.
Była wdzięczna za ten Czas. Za długie wieczory, czasem zbyt ciche i rozświetlane świeczkami. Czasem pełne myśli ciężkich niczym opadające powieki Bellatrix z Harrego Pottera.
Czuła też wdzięczność za te chwile pełne Ludzi. Myśli o nich. Rozważań o tym, jak ich uszczęśliwić.
Bezwstydnie cieszyła się grudniem. Wpuszczała go do swojego Domu brzmiącego świątecznymi jazzowymi klasykami i do swojego Serca wypełnionego tęsknotą i ciepłem jednocześnie.