Ich Koty lubiły spać z nimi w łóżku. Sypiali więc całą Rodziną. Ona, On, ich Synek i dwie Kotki.
Jak co rano kończył się romantyzm tego powyższego zdania.
Jak co rano Ona sprzątała sypialnię po tej ich wspólnej nocy.
Opowiada się o pięknym Życiu, samych pięknych zajęciach, a ciekawe kto by chciał czytać o rolowaniu kołdry z kociej sierści – myślała rolując kołdrę z kociej sierści.
A przecież ta “brudna robota” łączy się właśnie z tymi pięknymi chwilami i pięknym Życiem.
Żeby sprzątać pościel po Kotkach, trzeba je mieć! W pakiecie z puszystą sierścią, ich towarzystwem, natykaniem się na Nie w różnych miejscach domu {najwygodniej śpi się w koszu na pranie… z rzeczami do prania!}, z głaskaniem, przytulaniem i całą kocią miłością.
Po zrobieniu pysznego obiadu lub deseru zostają odpady do wyrzucenia i kuchnia do wysprzątania. Czasem włącznie z wymyciem podłogi! Ale przy gotowaniu, smakowaniu i {być może} goszczeniu Bliskich przy stole jest tyle radości. Żeby móc to wszystko zrobić potrzeba zmysłów, rąk, pieniędzy na zakupy, prądu, pomieszczenia kuchni, naczyń, chęci i tak dalej.
Jeśli zatem mam tę brudną robotę, to znaczy po prostu, że mam po czym i po kim sprzątać, a to znaczy, że mam za co być wdzięczna – doszła do wniosku.
Oczywiście nie chodzi o samo sprzątanie, ale o różne aspekty naszego Życia, które chętnie oddalibyśmy w czyjekolwiek ręce, by nasze własne ubrać w białe rękawiczki.
I poczuła, że nawet za tę brudną robotę można być wdzięczną. Bo ona z czegoś wynika. Bo nie byłoby brudnej roboty, gdyby nie czysta przyjemność.