Pakowanie prezentów nigdy nie było jej mocną stroną. Wymyślanie co komu, owszem. Kupowanie również. Ale pakowanie? Nawet Gallup nic by tutaj nie pomógł.
Choć starała się, czuła, że nie ma polotu w tej płaszczyźnie. W płaszczyźnie papierów kolorowych czy szarych, wstążek i ozdobnych dodatków. Suszonych pomarańczy i zwiniętych rolek cynamonu. Najczęściej starała się wykorzystać to, co miała. To, w czym dostała zapakowany prezent od Kogoś. Z jej minimalistycznym podejściem kłóciło się kupowanie przeróżnych drobiazgów, które potem, jak podejrzewała, ktoś po prostu wyrzuci.
Bo przecież nie każdy, tak jak ona, starał się nie niszczyć papieru podczas otwierania prezentu. Nie każdy starał się zachować wstążkę, sznurek czy ozdobną klamerkę. Nie każdy dawał tym rzeczom drugie Życie.
Lubiła natomiast ten ekscytujący moment pakowania. Dobierania papierów i dodatków. Rozmyślania jak ucieszyć oko Osoby obdarowanej. Jak owinąć tajemnicę.
A może rozdzielić prezent na kilka kawałków i zapakować osobno?
Kolorowy papier połączyć z “surowym” sznurkiem? Brązowy papier śniadaniowy ozdobić tęczowymi wstążkami?
Albo otulić prezent pięknym materiałem? Dodać jakiś kawałek Natury? Szyszkę? Gałązkę choiny?
Szelest papieru i “kochanie, mógłbyś tutaj potrzymać?”, bo przecież używanie taśmy klejącej było poniżej jej godności. Oczywiście gotowe torebki prezentowe nie wchodziły w grę.
Uwielbiała ten artystyczny chaos, to poczucie tworzenia czegoś. To dodawanie Intencji do każdego prezentu ♥
Była wdzięczna za to, że mogła sobie pozwolić na zakup prezentów dla Bliskich. Za to, że miała kogo obdarowywać.
Starała się opakować ładnie, ale wiedziała, że nie to jest najważniejsze. Nawet prezenty w środku nie były najważniejsze.
Atmosfera, emocje, Intencje, wspólne bycie, “skąd pomysł by dać mi takie coś?”
Czuła wdzięczność za swoje dłonie, które mogły głaskać papier wyrównując go. Za palce, które wiązały kokardkę. Za ten przedświąteczny Czas.